Rzut beretem stąd




Najpierw beret. Zrobiony własnoręcznie z włóczki kupionej na Allegro. Według projektu o nazwie "Esme" dostępnego za darmo na Ravelry (link pod przyciskiem powyżej). I noszony przeze mnie do pierwszego śniegu tj. do wczoraj :) Jakby nie to że temperatura spadła, nie zamieniłabym go na czapkę-uszankę bo jest megawygodny.

A więc rzut moim własnym beretem stąd pojawiam się ponownie w sieci na blogu

www.ekspreskawowy.blogspot.com

Zmieniam trochę, jak to się mówi fachowo, profil działalności - będzie oczywiście trochę o twórczości własnej, różnistej ale i o ciuchach, książkach, kartkach pocztowych, roślinkach i codziennych sprawach. Co z tego wyjdzie to się zobaczy. Jedynym zagrożeniem jest to że będzie to blog bardziej dla mnie niż dla czytelnika. Się zobaczy a tymczasem zapraszam.

tytułem wyjaśnienia

Jak widać blog powoli umiera śmiercią naturalną - jak roślinka niepodlewana. Pojawią się tutaj jeszcze ze trzy posty związane z Round Robinem i zamykamy interes.
W pewnym momencie brak czasu na hobby spowodował brak weny i chyba potrzebuję dłuższej paroletniej (tak!tak!) przerwy w haftowaniu, jak to już wcześniej bywało.

Taki ze mnie typ, motylek z kwiatka na kwiatek w temacie zainteresowań. Zapalam się do czegoś, potem odpuszczam, rzucam się na coś innego, znowu wracam.
Dlatego teraz spakowałam druty i kanwy (oprócz RRa oczywiście) do pudeł, i znikam.
Buziaki.

RR domki - obrazek # 5



zdjęcie niezbyt udane ale i pogoda za oknem nie światłem nie upaja. Piąty domek skończony i dzisiaj (z opóźnieniem malutkim bo nie dałam rady wysłać przed weekendem) poleci dalej.
Na kanwie organizatorki Katarzyny haftowało się bardzo przyjemnie, jednak lubię drobne krzyżyki.

Poza tym u mnie innych prac robótkowych brak - pochłania mnie ze wszystkim bakcyl ogrodowy. Sieję, plewię, podwiązuję, podlewam i tak w kółko. Mam grządki warzywne,truskawki, poziomki i ...boczniaki. Mam kilka skrzynek i donic na balkonie, mam szerokie plany co do iglaków i krzewów ozdobnych, skalniak sobie nawet zbudowałam. Do domu przychodzę tylko na kolację i spać.

Poniżej migawki z balkonu, bo deszcz nie pozwolił się wczoraj zapuścić głębiej w ogród :)))









RR domki - obrazek # 4

Żeby obowiązkom stało się zadość zamieszczam czwarty domek z RR-a, na kanwie Anek73. Skończony jakieś dwa tygodnie temu, a ja ... biedzę się nad wpisem do zeszyciku. Nie mam zupełnie weny.
Dziś chwila wolnego to coś wymyślę a jutro wyślę dalej bo to już czas. Mam zresztą już następną kanwę od aneladgam.



Z innych prac ręcznych - zainspirowana podobnymi broszkami widzianymi na szafiarskich blogach i na Allegro wyprodukowałam sobie taką - do granatowej marynarki. Z tyłu zwykła agrafka.

Nowa zabawka

Niedzielny mroźny poranek.Mój potomek bez względu na dzień tygodnia wstaje przed 6, więc ktoś musi wstać razem z nim żeby przynajmniej rzucać okiem czy szkody sobie albo urządzeniu domowemu nie robi. Tak więc wstałam z młodym, on teraz organizuje piknik na kocu na środku pokoju a ja nacieszam się nową zabawką.



Komputer przenośny to było moje marzenie od ładnych paru lat, ale szkoda mi było kasy skoro mam stacjonarny. I w końcu dostałam w prezencie od pana męża, fajny mały bo 10calowy netbook. Od razu uszyłam pokrowiec na to cudo,wewnątrz jest gruby granatowy sztruks a zewnętrzna strona to fragment chusty do noszenia Girasol "Rajskie Jabłuszko"





Pokrowiec fajnie wyszedł, bez wystających czy splątanych nitek, może trochę za luźny ale nie chce mi się już robić poprawek. Normalnie dumna jestem z siebie.

RR domki - obrazek #3

I miesiąc minął jak z bicza strzelił. Wogóle to czas mi leci szybko na łeb na szyję, tak bym się chciała czasem ponudzić ale tylko przez chwilkę malutką. Bo na więcej życia szkoda. Odświeżyłam swoje kontakty z haftem krzyżykowym, co owocuje kolejnym RoundRobinowym domkiem



Miałam trochę gimnastyki z tą drobniutką kanwą - to chyba 18nastka a tu wzór wymaga haftowania dwoma nitkami.Za to zaletą takiego dziubania jest to że szybciej widać efekty i machnęłam dzbankodomek w szaleńczym jak na mnie tempie. Zestaw już poleciał wczoraj do Aty, a ja dalej, następnego klienta czyli domek z piernika. Cieszy mnie strasznie ten Round Robin, pierwszy raz biorę udział i chyba trafiłam na grupę dziarskich koleżanek bo jak na razie wszystko przebiega bez opóźnień.

I skończyłam kandydata na poduszkę dla Bolka.



Teraz tylko haft musi odleżeć swoje i nabrać mocy urzędowej aż pani Marta zbierze chęci i siądzie do maszyny. Miejmy nadzieje że jeszcze w tym półroczu.
Rozgrzebany mam jeszcze jeden haft typu UFO - "Row of Ladybirds" mniej więcej w połowie jestem i staram się coś dłubać.

Jednym słowem jest nieźle, patrząc dla porównania na moje osiągnięcia robótkowe z ostatniego roku. Jestem realistką i wiem że nie dorównam wielu moim idolkom blogowym (ha widzicie, mam takowe) w ilości a przede wszystkim jakości twórczości i pasji. Ale z przyjemnością czytam te blogi i nacieszyć oczy mogę spokojnie taką ilościa genialnych pomysłów. A sama sobie coś tam dłubę i staram się z nikim nie ścigać.

I na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję że nie przepadnę znowu na miesiąc, bo mam nowa zabawkę która wciąga.

RR Domki - obrazek #2

Niestety z tygodniowym poślizgiem ale skończyłam drugi z kolei obrazek w domkowym RR. W przeciwieństwie do poprzedniego, tutaj backstitche były zadziwiająco proste więc ostatni etap poszedł jak po maśle. Mam już następną kanwę, więc z marszu, póki mam wenę, zabieram się do kolejnego domku-dzbanka.



Zafundowałam sobie długi weekend w domu, bez jakichkolwiek wyjazdów. No prawie - wybrałam się z dzieckiem do przychodni na kontrolę i przeżyliśmy porażkę. Bolek nie dał się zważyć ani zmierzyć nie mówiąc już o badaniu. Nie krzyczał, nie płakał tylko kategoryczne "NIE" i długa w drzwi. Po 20 minutach pertraktacji i przekonywania, pani doktor orzekła że kawaler ma tzw. bunt dwulatka i po prostu trzeba to przeczekać. Faktycznie ostatnio pokazuje różki. A takie grzeczne dziecko z niego było :) Coś za coś, bo w przeciągu praktycznie dwóch miesięcy zaczął mówić i to od razu dłuższe wypowiedzi: "Widziałeś cio było, Lolek źrobił apsik, kurde bele nooo." Ogląda namiętnie wszystkie bajki z Bolkiem i Lolkiem, a to "kurde bele" gdzieś usłyszał i dodaje zawsze kiedy jest czymś zdziwony albo zachwycony.

Tak więc pełna nowych sił na Nowy Rok, najpierw skończę prace pozaczynane:
1) dwa obrazki krzyżykami o tematyce dziecięcej
2) bolerko na drutach, które trzeba tylko zszyć
3) szyjogrzej dla Bolka
a potem działam dalej z uśmiechem na ustach... :)

Aha, kanwę z RR wyślę do Aty w poniedziałek.

Księżniczka chaosu

Hehe taki tytuł posta doskonale do mnie pasuje. Okazuje się że pogodzenie pracy zawodowej, prowadzenia domu, opieki nad dzieckiem i nauki na aplikacji to wcale nie taka prosta sprawa. Staram się to ogarniać jak mogę najlepiej ale głównie to działania doraźne i wychodzi chaos i prowizorka. Ale co tam, jestem naprawdę szczęśliwą osobą tylko ociupinkę zagonioną.

Robótkowo oczywiście leżę. Mam pozaczynane chyba ze trzy rzeczy na drutach, które okupują koszyk od listopada w niezmienionym stanie. Krzyżykowo-domkowy RR mam w miarę na bieżąco tzn. jak się sprężę to zrobię przez weekend brakujące kontury na kanwie Aneladgam i w poniedziałek poślę ją do Aty. A już czeka na mnie kanwa Brzyduli z kolejnym domkiem. Tak bym chciała zabrać się za jakiś projekt dla siebie, coś pasującego do wystroju domu ale raczej nie ma na to szans na razie. W pierwszej kolejności muszę się wywiązać z tego co na siebie wzięłam.A potem się zobaczy.

Koniec grudnia przyniósł chwilę oddechu, albowiem udało mi się kolokwium zaliczające I rok aplikacji pchnąć do przodu (nie no muszę się pochwalić - z wynikiem jednym z lepszych na roku). Korzystając z tego luzu nadrabiam zaległości książkowe, ale takie specyficzne; zagłębiłam się w muzyczne biografie: "Gościu" Krzysztofa Gajdy (o niejakim Grabażu z Pidżamy Porno), tego samego autora biografia Jacka Kaczmarskiego i Wiesława Weissa "Kult.Biała księga". Komuś kto lubi tą muzykę szczerze polecam.

A w temacie książkowym: Skopiowałam od Maknety listę następującą, i doszłam do wniosku że nie jest chyba z moim czytelnictwem tak źle.

100 książek które należy przeczytać wg BBC


1. Duma i uprzedzenie – Jane Austen
2. Władca Pierścieni – JRR Tolkien
3. Jane Eyre – Charlotte Bronte
4. Seria o Harrym Potterze – JK Rowling
5. Zabić drozdad – Harper Lee
6. Biblia
7. Wichrowe Wzgórza – Emily Bronte
8. Rok 1984 – George Orwell
9. Mroczne materie (seria) – Philip Pullman
10. Wielkie nadzieje – Charles Dickens
11. Małe kobietki – Louisa M Alcott
12. Tessa D’Urberville – Thomas Hardy
13. Paragraf 22 – Joseph Heller (próbowałam kilka razy ale nie dałam rady)
14. Dzieła zebrane Szekspira
15. Rebeka – Daphne Du Maurier
16. Hobbit – JRR Tolkien
17. Birdsong – Sebastian Faulks
18. Buszujący w zbożu – JD Salinger
19. Żona podróżnika w czasie – Audrey Niffenegger
20. Miasteczko Middlemarch – George Eliot
21. Przeminęło z wiatrem – Margaret Mitchell
22. Wielki Gatsby – F Scott Fitzgerald
23. Samotnia (w innym tłumaczeniu: Pustkowie) – Charles Dickens
24. Wojna i pokój – Leo Tolstoy
25. Autostopem przez Galaktykę – Douglas Adams
26. Znowu w Brideshead – Evelyn Waugh
27. Zbrodnia i kara – Fyodor Dostoyevsky
28. Grona gniewu – John Steinbeck
29. Alicja w Krainie Czarów – Lewis Carroll
30. O czym szumią wierzby – Kenneth Grahame
31. Anna Karenina – Leo Tolstoy
32. David Copperfield – Charles Dickens
33. Opowieści z Narnii (cały cykl) – CS Lewis
34. Emma- Jane Austen
35. Perswazje – Jane Austen
36. Lew, Czarwnica i Stara Szafa – CS Lewis
37. Chłopiec z latawcem – Khaled Hosseini
38. Kapitan Corelli (w innym tłumaczeniu: Mandolina kapitana Corellego) – Louis De Bernieres
39. Wyznania Gejszy – Arthur Golden
40. Kubuś Puchatek – AA Milne
41. Folwark zwierzęcy – George Orwell
42. Kod Da Vinci – Dan Brown
43. Sto lat samotności – Gabriel Garcia Marquez
44. Modlitwa za Owena – John Irving
45. Kobieta w bieli – Wilkie Collins
46. Ania z Zielonego Wzgórza – LM Montgomery
47. Z dala od zgiełku – Thomas Hardy
48. Opowieść podręcznej – Margaret Atwood
49. Władca much – William Golding
50. Pokuta – Ian McEwan
51. Życie Pi – Yann Martel
52. Diuna – Frank Herbert
53. Cold Comfort Farm – Stella Gibbons
54. Rozważna i romantyczna – Jane Austen
55. Pretendent do ręki – Vikram Seth
56. Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafon
57. Opowieść o dwóch miastach – Charles Dickens
58. Nowy wspaniały świat – Aldous Huxley
59. Dziwny przypadek psa nocną porą (również: Dziwny przypadek z psem nocną porą) – Mark Haddon
60. Miłość w czasach zarazy – Gabriel Garcia Marquez
61. Myszy i ludzie (również: O myszach i ludziach) – John Steinbeck
62. Lolita – Vladimir Nabokov
63. Tajemna historia – Donna Tartt
64. Nostalgia anioła – Alice Sebold
65. Hrabia Monte Christo – Alexandre Dumas
66. W drodze – Jack Kerouac
67. Juda nieznany – Thomas Hardy
68. Dziennik Bridget Jones – Helen Fielding
69. Dzieci północy – Salman Rushdie
70. Moby Dick – Herman Melville
71. Oliver Twist – Charles Dickens
72. Dracula – Bram Stoker
73. Tajemniczy ogród – Frances Hodgson Burnett
74. Zapiski z małej wyspy – Bill Bryson
75. Ulisses – James Joyce
76. Szklany kosz – Sylvia Plath
77. Jaskółki i Amazonki – Arthur Ransome
78. Germinal – Emile Zola
79. Targowisko próżności – William Makepeace Thackeray
80. Opętanie – AS Byatt
81. Opowieść wigilijna – Charles Dickens
82. Atlas chmur – David Mitchell
83. Kolor purpury – Alice Walker
84. Okruchy dnia – Kazuo Ishiguro
85. Pani Bovary – Gustave Flaubert
86. A Fine Balance – Rohinton Mistry
87. Pajęczyna Szarloty – EB White
88. Pięć osób, które spotykamy w niebie – Mitch Albom
89. Przygody Scherlocka Holmesa – Sir Arthur Conan Doyle
90. The Faraway Tree Collection – Enid Blyton
91. Jądro ciemności – Joseph Conrad
92. Mały Książę – Antoine De Saint-Exupery
93. Fabryka os – Iain Banks
94. Wodnikowe Wzgórze – Richard Adams
95. Sprzysiężenie głupców (również: Sprzysiężenie osłów) – John Kennedy Toole
96. Miasteczko jak Alece Springs – Nevil Shute
97. Trzej muszkieterowie – Alexandre Dumas
98. Hamlet – William Shakespeare
99. Charlie i fabryka czekolady – Roald Dahl
100. Nędznicy – Victor Hugo

Instrukcja obsługi:
1. Pogrub te tytuły, które przeczytałeś/-łaś.
2. Użyj kursywy przy tych, które masz zamiar przeczytać.
3. Wykreśl te tytuły, których nie masz zamiaru czytać, albo byłaś/-łeś zmuszona/-y przeczytać za czasów szkolnych i je znienawidziłaś/-łeś.
4. Umieść to na blogu.

I mój komentarz: lista jest bardzo brytyjska więc według mnie nie bardzo przystaje do gustów czytelniczych Polaków, o niektórych książkach słyszałam pierwszy raz w życiu a wydaje mi się że dużo czytam i w miarę się orientuję. Ale pobawić się zawsze warto.

Na koniec tegoż przydługiego posta zostawiam Was z Życzeniami Noworocznymi - oby ten kolejny rok był lepszy od poprzedniego. Bywajcie...

Jesień przynosi mi szczęście

Uwielbiam, kocham tą porę roku. Jesienią zawsze zdarzało mi się coś miłego albo coś istotnego . Jesienią przeżywałam najpiękniejsze miłości, jesienią poznałam mojego towarzysza życia, późną jesienią urodził się mój syn. A teraz jest jesień i miło mi się pochwalić... dostałam wymarzoną pracę. W zawodzie, w miarę blisko domu, nieźle płatną, w miłej ekipie. Pracę o której skrycie marzyłam, ale nie miałam odwagi głośno o tym mówić, a tu okazało się że prawie sama do mnie przyszła. Jednak jakieś szczęście w życiu mam.
Niestety teraz będę miała jeszcze mniej czasu na robótkowanie, ale może mnie to bardziej zmotywuje jako odskocznia od przepisów, umów, paragrafów. Jak na razie czuję się jakbym złapała Pana Boga za nogi. Hihi mam nadzieję że On nie ma łaskotek...

Na deser rozdawajka u Tkaitki:


Rękodzieło w internecie

Nasza koleżanka bloggerka artystka rękodzielniczka Yadis pisze pracę magisterską nt. "Rękodzieło w internecie".
Zachęcam gorąco do wspomożenia jej w tym naukowym wysiłku i wypełnienia ankiety przez nią utworzonej skierowanej do nas blogerek rękodzielniczek. Wystarczy kliknąć w banner:

Rękodzieło w sieci

198 jardów nieba czyli moja urocza Padlina






Projekt: Padlina (oliwkowo fioletowy kolor włóczki tak mnie zainspirował)
Włóczka: Araucania Ranco Multy kolor 344 z e-dziewiarki - około 75 g.
Druty: KnitPro 4 mm na żyłce.
Wzór: 198 yds. of Heaven z Ravelry.

Skończyłam też czapkę na tydzień odzieży dla dzieci, wyszła idealnie. Tylko model ściąga ją po 3 s., więc nie udaje mi się pstryknąć fotki ale ja go złapię :)

Tydzień Dziergania dla Dzieci




Właściwie jest to tydzień szycia dla dzieci, ale dzierganie jest również dopuszczalne przez organizatorkę. Jako że mój Bolko ubrań ma mnóstwo i ciut ciut jeszcze to postawiłam na czapkę z tego wzoru



Nie wiem jak będzie z czasem, czy wyrobię się do końca tygodnia, bo nawarstwiły mi się praktyki i jeżdżę codziennie do Kielc, jak nie do sądu to do prokuratury i się szkolę.
Czapkę robię na drutach 5 mm z Charismy, której motek został mi po warkoczowym wdzianku z zeszłej zimy. To genialna włóczka jest i chyba zamówię sobie takową na czapkę i szalik dla siebie.

Znowu opóźniała się moja notka bo jak wiele koleżanek bloggerek zakopałam się w grzybach. Dopóki były to lataliśmy z Młodym codziennie rano i czasem jeszcze po południu - do grzybowego lasu mamy raptem 200 metrów, więc korzystałam aż do przesytu. Mam pomarynowane, pomrożone, posuszone same skarby lasu: prawdziwki, podgrzybki, kozaczki.
Zresztą, z takim pomocnikiem to zbiory były zawsze udane :D

Zdziwiłam się kiedy zerknęłam na datę ostatniej notki - cały sierpień mnie nie było. Jakoś tak wyszło, że wakacje spędziłam z dala od komputera a i weny do pisania jakoś brakowało.

Udało mi się popełnić małe faux pas na początku zabawy blogowej RR "Domki" Jakoś tak wyszło, że byłam święcie przekonana że do 1 września mamy się wyrobić z pierwszym obrazkiem i wysłać go dalej. Sprężyłam się więc i wykonałam co trzeba. Ostatniego sierpnia w stresie zorientowałam się że nie mam adresu dziewczyny do której ma polecieć moja kanwa. Napisałam do organizatorki która oświeciła mnie niedojdę że od 1 września dopiero zaczynamy wyszywać swoją część. Także mam nadprogramowo wykonany plan.

Chustę z Araucanii skończyłam, pięknie się zblokowała i teraz czeka do jesieni na premierę. Jestem z niej dumna niemożebnie więc chyba zasługuje to na osobny post jak już pstryknę zdjęcia.

Niestety nie pojechaliśmy w Bieszczady.Kemping na który jeździliśmy poprzednio chyba został zlikwidowany - w każdym razie nie mogłam już znaleźć na niego namiarów w sieci, a ceny pozostałych możliwości noclegowych powalały - Bieszczady dzielnie gonią Zakopane w konkurencji "najdroższy wypoczynek".
Drogą losowania - "no to gdzie jeszcze nas nie było ?" wybraliśmy Beskid Żywiecki i to był strzał w dziesiątkę. Pieniny się chowają. Nocowaliśmy w Ośrodku Żabnica w Węgierskiej Górce. Ceny bardzo przystępne, domki może nie najnowsze ale jest wszystko co trzeba i co bardzo ważne - czystość absolutna i porządek, ciepła woda zawsze była, cisza i spokój. Byliśmy bardzo pod wrażeniem i gorąco polecamy.
A same góry - piękne, ciche, nie było tłumów na szlakach. Widok z Pilska powalający.
Zwiedziliśmy forty obronne w Węgierskiej Górce, Muzeum Browaru w Żywcu, pływaliśmy rowerem wodnym po Jeziorze Żywieckim. I jestem pewna - jeszcze tam wrócimy.







Mój stary samochód, pieszczotliwie zwany "Fiestą Pancerną" zakończył swój żywot na amen i został odprowadzony na miejsce wiecznego zezłomowania. Powstała więc konieczność zakupu następcy. Nie dysponowaliśmy wielkimi funduszami i wybór padł na starą Mazdę 323. Samochód jest świetny i doszło do tego że moi panowie tj. mąż, ojciec i brat, każdy złożył mi ofertę zamiany na swoje Volkswageny czy Audi. Nic z tego - Madzi nie oddam.

No i gwóźdź programu - mam KOTA !

Nie przypuszczałam że do tego dojdzie, bo nigdy nie byłam miłośniczką kotów. Traktowałam je tak z litościwą obojętnością, a mój mąż nawet słyszeć o kocie nie chciał. Ale pojawił się Stefan... i wszyscy z synem na czele straciliśmy dla niego głowę i serce przede wszystkim. Oficjalnie więc dołączam do grupy "robótkowiczek"-"kociomaniaczek". I się zapytuję, czy to normalne że jak masz jednego kota to myślisz jak by tu wykombinować kolejnego ? :D

Oguuuu..rek


Moja pociecha zaczyna sobie mówić i jest z tego mnóstwo dumy w rodzinie i uciechy bo jego próby są dosyć specyficzne. Mianowicie mówi tylko jedną sylabę (czasem dwie) ze słowa, które chce powtórzyć. Więc "papryka" jest "pa", "cytryna" jest "cy", "kij" jest "ki", "kamień" jest "kam", "deszcz" jest "de". Mniej obeznani żeby się dogadać wyliczają listę słów zawierających daną sylabę zanim usłyszą od Bolka solenne "tak!"

Jako etatowa kura domowa robię masowo ogórki do słoików. W wersji mojego syna to są "oguu". Kiszone, konserwowe i ulubione przez wszystkich z musztardą na słodko.
Jakby ktoś się skusił, oto przepis:

Ogórki w zalewie musztardowej
na ok. 4 kg ogórków

2 litry wody
0,5 litra octu spirytusowego
1kg minus dwie szklanki cukru
10 łyżeczek soli
10 łyżeczek musztardy delikatesowej (nie sarepskiej ani kremskiej)

Do wody dodać pozostałe składniki, zalewę zagotować i ostudzić. Ogórki kroić wzdłuż na ćwiartki a nawet lepiej na ósemki, pakować pionowo do słoików, zalać zimną zalewą, zakręcać i pasteryzować około 7 minut.
Życzę smacznego

RR Domki (1)


Jako że żyję w chronicznym niedoczasie, wzięłam się za wyszywanie Domków do których swój akces zgłosiłam. Co prawda czas jest do pierwszego września ale bardzo mi zależy żeby nie nawalić na samym początku. Potem może być jeszcze gorzej z czasem bo rozpocznie się po przerwie wakacyjnej moja aplikancka edukacja i przyjdzie kolokwium roczne.

Postępy prac wyglądają tak: Miło było powrócić do krzyżyków po dłuższej przerwie. Wena mi się odświeżyła i wyszywam z czystą przyjemnością. Zdecydowałam się na zamianę Madeiry na Ariadnę której mam prawie kompletną paletę, chociaż kolorystyka tu uboga.
Drutów nie porzuciłam zupełnie, moja chusta powoli się dzierga. Miałam zamiar ją skończyć na wakacjach, ale było tyle innych ciekawszych rzeczy do zrobienia, zobaczenia, przespacerowania. Poza tym okazało się że robiąc ściśle wg wskazań opisu zostanie mi drugie tyle włóczki, dlatego postanowiłam dodać jeszcze ze dwa powtórzenia wzoru, żeby ją wykorzystać.


Oczywiście kolor na zdjęciu nijak się ma do tej pięknej dekadenckiej zgnilizny jaką prezentuje włóczka w rzeczywistości, ale nie mogę za nic go uchwycić.
Poza tym zapadła decyzja : po powrocie z wakacji nie możemy się otrząsnąć z naszej miłości do gór dlatego na początku września jedziemy w Bieszczady !!! Jak się uda to do Wetliny - czwarty raz w to samo miejsce ale silnie nas tam ciągnie.

W górach jest wszystko co kocham....






Wczoraj wróciliśmy z Pienin, zauroczeni zachwyceni oczarowani naszymi polskimi górami. Złożyłam sobie solenną obietnicę : żadnych wakacji za granicą póki nie obejrzę dokładnie naszego pięknego kraju. A polskie góry darzę już od dawna miłością bezgraniczną i chyba odwzajemnioną, bo zafundowały nam piękną pogodę przez cały tydzień, ożywczy cień na szlakach i czystą jak kryształ wodę w strumieniach.
Bolesław na naszych plecach zdobył Trzy Korony i Sokolicę, obejrzeliśmy Wąwóz Homole i słowacki Czerwony Klasztor, zamki w Czorsztynie i Niedzicy, o tonach zjedzonych oscypków wprost z bacówki nie wspomnę (nawet miałam okazję troszkę pomóc w produkcji :D). Wcale nam się nie chciało wracać, ale cóż jak obowiązki wzywają. Ale na pewno w tym roku zrobimy jeszcze powtórkę z gór.

PS: tak popatrzyłam na te zdjęcia - wyglądają jak z przewodnika po Pieninach, ale to na prawdę ja je zrobiłam :D, no oprócz tego na którym jestem ja sama. Jednak dobry fotoaparat to połowa sukcesu.

Zaproszenie do Round Robin

KasiaS organizuje krzyzykowe Round Robin czyli zbiorcze wyszywanie tym razem słowniczka domów. Zgłosiłam się i przekazuję zaproszenie dalej...

http://krainakasi.blogspot.com/2010/07/szukam-chetnych-na-rr.html

Wiosenny kardigan na początek lata

Skończyłam moje zieloności, teraz tylko zostało mi dobrać odpowiednie guziki i możemy wyruszać w miasto.
Wzór: Wool Bam Boo Scallop Lace Cardi
Włoczka: Madame Tricote Lavita 1,75 motka
Druty: 4 mm

Na tym zdjęciu kardigan wygląda na trochę workowaty ale uwierzcie mi na "ludziu" fajnie się dopasowuje. Dziergam dalej tunikę Buttercupową i zaczęłam projekt wakacyjny.
Zamówiłam na e-dziewiarce włóczkę Araucania Ranco Multy - oj ile ja dookoła niej chodziłam żeby przełamać wrodzone skąpstwo, ale doszłam do wniosku że lepiej kupić porządną włóczkę i zrobić coś co będzie "noszalne" niż kupić kilo akryli które po pierwszym praniu ręcznym wołają o pomstę do nieba.Wybrałam kolor nr 344 - melanż fioletowo oliwkowy. I zapewniam - włóczka jest cudowna. Mięciutka, lekko sprężysta, normalnie sama się dzierga. Kolory żywe, piękniejsze niż na zdjęciu w sklepie. Śmiałam się ze swojego wyboru, bo przyszło mi na myśl że takie zestawienie kolorystyczne przypomina .... padlinę i to w stanie zaawansowanym. Ale niech tam - będę chodziła w pięknej "padlinianej" chuście, bo to właśnie ma być rzecz według mnie noszalna.

trochę zieleniny

Tak wygląda aktualnie mój kosz roboczy: to różowe to Buttercup z fuksjowej Sonaty. Mam plana takiego żeby przedłużyć to do postaci sukienki albo conajmniej tuniki. Ale to ma być strój letni więc sobie poczeka.
A tutaj ładnie widać kolor sweterka z Lavity i wzór ażurowy wykańczający dół.

Po przerwie

I znowu nie było mnie jakiś czas ale tym razem zupełnie nie z mojej winy. Jakiś #@!! wandal zniszczył skrzynkę z centralą Tepsy w naszej wsi i przez trzy tygodnie prawie byliśmy bez sieci. W sumie wyszło mi to na dobre bo grządki w ogródku nabrały realnego kształtu, przeczytałam zaległych dwóch "Wołoszańskich" a wiosennemu kardiganowi brakuje już tylko rękawów. Z Lavity robi się bardzo przyjemnie (pierwszy moher w mojej karierze), na część główną swetra poszło niewiele ponad 100 g, co zachwyca moją oszczędną duszę.
----------
Melancholijnie mi i smutno jak pewnie wielu z nas po katastrofie w Smoleńsku. Co prawda to nie był MÓJ prezydent ani moi reprezentanci w parlamencie ale to wszystko przypomina jak kruche jest życie, nie ważne czy jest się generałem czy szeregowcem. Jak nie warto czasem zabijać się o pieniądze, pracę, dobra materialne czy zaszczyty, jak nie warto nic planować. Jak ważne jest to co się ma tu i teraz, rodzina, bliscy, przyjaciele, uczucia. Bo w jednej chwili wszystko może się zmienić ...
---------
Obrzydzają mnie natomiast przepychanki słowne jakie pojawiły się na kilku blogach na temat : jaka jest jedynie słuszna forma przeżywania żałoby i dlaczego. Mamy wolny Internet i jeśli ktoś nie zamieszcza treści sprzecznych z przepisami to przecież ma prawo wyrazić swoje zdanie na ten temat w sposób przez siebie uznany za słuszny. Jednych to urazi a inni przyklasną, ale takie uprawnienie każdy ma. A okazywanie (lub nie) swoich uczuć i przemyśleń w takiej sytuacji, jaką teraz mamy jest sprawą zupełnie osobistą bo przecież każdy przeżywa (lub nie) żałobę inaczej, na swój sposób.
Niestety takie potyczki na blogach robótkowych zdarzają się coraz częściej. Ja wiem, to nie kółko wzajemnej adoracji tylko grupa żywych ludzi o najróżniejszych poglądach połączona wspólnymi pasjami, ale czasem forma krytyki osób, które prezentują mniejszościowy pogląd na jakiś temat normalnie mnie osłabia. Trochę tolerancji...