Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusty. Pokaż wszystkie posty

MeiTai

Chustonoszenie wciągnęło mnie na dobre, tym bardziej że miałam okazję spotkać się w sobotę z dwoma chustomamami, które w ramach wakacyjnych planów odwiedziły Skarżysko. Coś w tym jest, że ludzie poznani przez internet przy okazji wspólnych zainteresowań okazują się być takimi " do tańca i do różańca". Miałyśmy mnóstwo wspólnych tematów i spędziłyśmy bardzo miłe przedpołudnie - mam nadzieję że nie ostatnie.
Na tymże spotkaniu miałam okazję "pomacać" sobie MeiTai czyli miękkie nosidło. To była wersja bardzo wypasiona z fantastycznymi aplikacjami Kajka i Kokosza więc obudziła się we mnie żądza posiadania. Postanowiłam połączyć chustonoszenie z innym moim hobby czyli szyciem i po raz kolejny korzystając z opisu Oppamamy wyprodukowałam takie nosidło.



Bolesław zasnął od razu po zapakowaniu, co znaczy że MeiTai został zaakceptowany. Cieszę się z tego bo wiąże się go łatwiej niż chustę, poza tym wczoraj po raz pierwszy odważyłam się wrzucić dziecia na plecy. Już mi się kluje w głowie następny projekt nosidła, taki bardziej letni, jako że w sierpniu jedziemy nad morze większą grupą i wózek nie zmieści się do samochodu. Jednak do realizacji potrzebny mi będzie Pan mąż do zajęcia się synem, inaczej nie uda mi się nawet maszyny rozłożyć...

Drzemka

Tak wygląda poranna drzemka pana Bolesława. Chustę typu kieszonka albo jak kto woli "pouch" szyłam sama z czegoś co okazało się być afrykańskim batikiem
przepis jak sporządzić taki zmyślny wynalazek wzięłam od Oppamamy. Bardzo fajnie się w niej nosi, a wzorek jest po prostu boski. I dzięki temu ręce mam wolne i buszuję swobodnie po sieci.

Zaległości

Nie chciałam wierzyć, kiedy doświadczone mamy mówiły mi, że najwięcej wolnego czasu ma się przy noworodku, bo tylko je i śpi. No i się sprawdziło. Bolcio ma już pół roku i nie mam czasu na nic. Trzeba już go zabawić, nakarmić łyżeczką bo z butli nie chce, podnieść, żeby świat z bliska pokazać. Nabyłam chustę do noszenia

(Nati tkana - kolor Amazonia) i teraz chodzimy na długie spacery do lasu, wizytujemy kolegów i koleżanki. Nie myślałam, że "chustowanie" to taka fajna sprawa - idę gdzie chcę, nie martwię się o wózek, że ciężki, że się nie zmieści. Jakby ktoś chciał więcej się dowiedzieć to polecam chustomanię i forum.
Robótkowo posucha straszna. Domówiłam brakujący motek do oliwkowego swetra i skończyłam go wreszcie bo leżał jak wyrzut sumienia. W sam raz pogoda się na swetry zrobiła, hehe. Rozpinanego z Loreny powoli przybywa

- skończyłam karczek, teraz ażur się robi i zaraz będę oddzielała rękawy. Muszę się jakoś zmotywować bo to ma być ubranie na to lato a nie na przyszłe.
Krzyżykowo też coś się ruszyło: igielnik na wymianę dotarł więc mogę go pokazać - to nie jest do końca to co chciałam ale w pewnym momencie projekt zaczął żyć własnym życiem i przestał współpracować z autorem. Prawie skończyłam kartkę na dzień matki z zestawu dołączonego do CardShop.

Tyle że dzień matki dawno za nami. Dzięki Bogu moja rodzicielka ma w czerwcu imieniny więc zostanie nią obdarzona z innej okazji.
Jestem cały czas pod wrażeniem poduszek różnorakich jakie tworzy Gazynia. A że moja mała kuzynka jest w szpitalu na chemioterapii (paskudna sprawa ale rokowania nie są złe...) wymyśliłam dla niej poduszkę - taką "za jeden uśmiech". Tutaj w trakcie powstawania
(wykorzystałam haft z kwiatową wróżką zrobiony w zeszłym roku) a ja mocno trzymam kciuki za Izę, żeby szybko wróciła do zdrowia.
Znowu coś jest z tymi zdjęciami, wszystkie powinny być w poziomie a ja za nic nie umiem tego naprawić. Na razie zostawiam tak jak jest i pokornie proszę o wybaczenie bo Młody marudzi z łóżeczka i muszę lecieć.