Tydzień Dziergania dla Dzieci




Właściwie jest to tydzień szycia dla dzieci, ale dzierganie jest również dopuszczalne przez organizatorkę. Jako że mój Bolko ubrań ma mnóstwo i ciut ciut jeszcze to postawiłam na czapkę z tego wzoru



Nie wiem jak będzie z czasem, czy wyrobię się do końca tygodnia, bo nawarstwiły mi się praktyki i jeżdżę codziennie do Kielc, jak nie do sądu to do prokuratury i się szkolę.
Czapkę robię na drutach 5 mm z Charismy, której motek został mi po warkoczowym wdzianku z zeszłej zimy. To genialna włóczka jest i chyba zamówię sobie takową na czapkę i szalik dla siebie.

Znowu opóźniała się moja notka bo jak wiele koleżanek bloggerek zakopałam się w grzybach. Dopóki były to lataliśmy z Młodym codziennie rano i czasem jeszcze po południu - do grzybowego lasu mamy raptem 200 metrów, więc korzystałam aż do przesytu. Mam pomarynowane, pomrożone, posuszone same skarby lasu: prawdziwki, podgrzybki, kozaczki.
Zresztą, z takim pomocnikiem to zbiory były zawsze udane :D

Zdziwiłam się kiedy zerknęłam na datę ostatniej notki - cały sierpień mnie nie było. Jakoś tak wyszło, że wakacje spędziłam z dala od komputera a i weny do pisania jakoś brakowało.

Udało mi się popełnić małe faux pas na początku zabawy blogowej RR "Domki" Jakoś tak wyszło, że byłam święcie przekonana że do 1 września mamy się wyrobić z pierwszym obrazkiem i wysłać go dalej. Sprężyłam się więc i wykonałam co trzeba. Ostatniego sierpnia w stresie zorientowałam się że nie mam adresu dziewczyny do której ma polecieć moja kanwa. Napisałam do organizatorki która oświeciła mnie niedojdę że od 1 września dopiero zaczynamy wyszywać swoją część. Także mam nadprogramowo wykonany plan.

Chustę z Araucanii skończyłam, pięknie się zblokowała i teraz czeka do jesieni na premierę. Jestem z niej dumna niemożebnie więc chyba zasługuje to na osobny post jak już pstryknę zdjęcia.

Niestety nie pojechaliśmy w Bieszczady.Kemping na który jeździliśmy poprzednio chyba został zlikwidowany - w każdym razie nie mogłam już znaleźć na niego namiarów w sieci, a ceny pozostałych możliwości noclegowych powalały - Bieszczady dzielnie gonią Zakopane w konkurencji "najdroższy wypoczynek".
Drogą losowania - "no to gdzie jeszcze nas nie było ?" wybraliśmy Beskid Żywiecki i to był strzał w dziesiątkę. Pieniny się chowają. Nocowaliśmy w Ośrodku Żabnica w Węgierskiej Górce. Ceny bardzo przystępne, domki może nie najnowsze ale jest wszystko co trzeba i co bardzo ważne - czystość absolutna i porządek, ciepła woda zawsze była, cisza i spokój. Byliśmy bardzo pod wrażeniem i gorąco polecamy.
A same góry - piękne, ciche, nie było tłumów na szlakach. Widok z Pilska powalający.
Zwiedziliśmy forty obronne w Węgierskiej Górce, Muzeum Browaru w Żywcu, pływaliśmy rowerem wodnym po Jeziorze Żywieckim. I jestem pewna - jeszcze tam wrócimy.







Mój stary samochód, pieszczotliwie zwany "Fiestą Pancerną" zakończył swój żywot na amen i został odprowadzony na miejsce wiecznego zezłomowania. Powstała więc konieczność zakupu następcy. Nie dysponowaliśmy wielkimi funduszami i wybór padł na starą Mazdę 323. Samochód jest świetny i doszło do tego że moi panowie tj. mąż, ojciec i brat, każdy złożył mi ofertę zamiany na swoje Volkswageny czy Audi. Nic z tego - Madzi nie oddam.

No i gwóźdź programu - mam KOTA !

Nie przypuszczałam że do tego dojdzie, bo nigdy nie byłam miłośniczką kotów. Traktowałam je tak z litościwą obojętnością, a mój mąż nawet słyszeć o kocie nie chciał. Ale pojawił się Stefan... i wszyscy z synem na czele straciliśmy dla niego głowę i serce przede wszystkim. Oficjalnie więc dołączam do grupy "robótkowiczek"-"kociomaniaczek". I się zapytuję, czy to normalne że jak masz jednego kota to myślisz jak by tu wykombinować kolejnego ? :D

Oguuuu..rek


Moja pociecha zaczyna sobie mówić i jest z tego mnóstwo dumy w rodzinie i uciechy bo jego próby są dosyć specyficzne. Mianowicie mówi tylko jedną sylabę (czasem dwie) ze słowa, które chce powtórzyć. Więc "papryka" jest "pa", "cytryna" jest "cy", "kij" jest "ki", "kamień" jest "kam", "deszcz" jest "de". Mniej obeznani żeby się dogadać wyliczają listę słów zawierających daną sylabę zanim usłyszą od Bolka solenne "tak!"

Jako etatowa kura domowa robię masowo ogórki do słoików. W wersji mojego syna to są "oguu". Kiszone, konserwowe i ulubione przez wszystkich z musztardą na słodko.
Jakby ktoś się skusił, oto przepis:

Ogórki w zalewie musztardowej
na ok. 4 kg ogórków

2 litry wody
0,5 litra octu spirytusowego
1kg minus dwie szklanki cukru
10 łyżeczek soli
10 łyżeczek musztardy delikatesowej (nie sarepskiej ani kremskiej)

Do wody dodać pozostałe składniki, zalewę zagotować i ostudzić. Ogórki kroić wzdłuż na ćwiartki a nawet lepiej na ósemki, pakować pionowo do słoików, zalać zimną zalewą, zakręcać i pasteryzować około 7 minut.
Życzę smacznego

RR Domki (1)


Jako że żyję w chronicznym niedoczasie, wzięłam się za wyszywanie Domków do których swój akces zgłosiłam. Co prawda czas jest do pierwszego września ale bardzo mi zależy żeby nie nawalić na samym początku. Potem może być jeszcze gorzej z czasem bo rozpocznie się po przerwie wakacyjnej moja aplikancka edukacja i przyjdzie kolokwium roczne.

Postępy prac wyglądają tak: Miło było powrócić do krzyżyków po dłuższej przerwie. Wena mi się odświeżyła i wyszywam z czystą przyjemnością. Zdecydowałam się na zamianę Madeiry na Ariadnę której mam prawie kompletną paletę, chociaż kolorystyka tu uboga.
Drutów nie porzuciłam zupełnie, moja chusta powoli się dzierga. Miałam zamiar ją skończyć na wakacjach, ale było tyle innych ciekawszych rzeczy do zrobienia, zobaczenia, przespacerowania. Poza tym okazało się że robiąc ściśle wg wskazań opisu zostanie mi drugie tyle włóczki, dlatego postanowiłam dodać jeszcze ze dwa powtórzenia wzoru, żeby ją wykorzystać.


Oczywiście kolor na zdjęciu nijak się ma do tej pięknej dekadenckiej zgnilizny jaką prezentuje włóczka w rzeczywistości, ale nie mogę za nic go uchwycić.
Poza tym zapadła decyzja : po powrocie z wakacji nie możemy się otrząsnąć z naszej miłości do gór dlatego na początku września jedziemy w Bieszczady !!! Jak się uda to do Wetliny - czwarty raz w to samo miejsce ale silnie nas tam ciągnie.

W górach jest wszystko co kocham....






Wczoraj wróciliśmy z Pienin, zauroczeni zachwyceni oczarowani naszymi polskimi górami. Złożyłam sobie solenną obietnicę : żadnych wakacji za granicą póki nie obejrzę dokładnie naszego pięknego kraju. A polskie góry darzę już od dawna miłością bezgraniczną i chyba odwzajemnioną, bo zafundowały nam piękną pogodę przez cały tydzień, ożywczy cień na szlakach i czystą jak kryształ wodę w strumieniach.
Bolesław na naszych plecach zdobył Trzy Korony i Sokolicę, obejrzeliśmy Wąwóz Homole i słowacki Czerwony Klasztor, zamki w Czorsztynie i Niedzicy, o tonach zjedzonych oscypków wprost z bacówki nie wspomnę (nawet miałam okazję troszkę pomóc w produkcji :D). Wcale nam się nie chciało wracać, ale cóż jak obowiązki wzywają. Ale na pewno w tym roku zrobimy jeszcze powtórkę z gór.

PS: tak popatrzyłam na te zdjęcia - wyglądają jak z przewodnika po Pieninach, ale to na prawdę ja je zrobiłam :D, no oprócz tego na którym jestem ja sama. Jednak dobry fotoaparat to połowa sukcesu.

Zaproszenie do Round Robin

KasiaS organizuje krzyzykowe Round Robin czyli zbiorcze wyszywanie tym razem słowniczka domów. Zgłosiłam się i przekazuję zaproszenie dalej...

http://krainakasi.blogspot.com/2010/07/szukam-chetnych-na-rr.html

Wiosenny kardigan na początek lata

Skończyłam moje zieloności, teraz tylko zostało mi dobrać odpowiednie guziki i możemy wyruszać w miasto.
Wzór: Wool Bam Boo Scallop Lace Cardi
Włoczka: Madame Tricote Lavita 1,75 motka
Druty: 4 mm

Na tym zdjęciu kardigan wygląda na trochę workowaty ale uwierzcie mi na "ludziu" fajnie się dopasowuje. Dziergam dalej tunikę Buttercupową i zaczęłam projekt wakacyjny.
Zamówiłam na e-dziewiarce włóczkę Araucania Ranco Multy - oj ile ja dookoła niej chodziłam żeby przełamać wrodzone skąpstwo, ale doszłam do wniosku że lepiej kupić porządną włóczkę i zrobić coś co będzie "noszalne" niż kupić kilo akryli które po pierwszym praniu ręcznym wołają o pomstę do nieba.Wybrałam kolor nr 344 - melanż fioletowo oliwkowy. I zapewniam - włóczka jest cudowna. Mięciutka, lekko sprężysta, normalnie sama się dzierga. Kolory żywe, piękniejsze niż na zdjęciu w sklepie. Śmiałam się ze swojego wyboru, bo przyszło mi na myśl że takie zestawienie kolorystyczne przypomina .... padlinę i to w stanie zaawansowanym. Ale niech tam - będę chodziła w pięknej "padlinianej" chuście, bo to właśnie ma być rzecz według mnie noszalna.