W górach jest wszystko co kocham....






Wczoraj wróciliśmy z Pienin, zauroczeni zachwyceni oczarowani naszymi polskimi górami. Złożyłam sobie solenną obietnicę : żadnych wakacji za granicą póki nie obejrzę dokładnie naszego pięknego kraju. A polskie góry darzę już od dawna miłością bezgraniczną i chyba odwzajemnioną, bo zafundowały nam piękną pogodę przez cały tydzień, ożywczy cień na szlakach i czystą jak kryształ wodę w strumieniach.
Bolesław na naszych plecach zdobył Trzy Korony i Sokolicę, obejrzeliśmy Wąwóz Homole i słowacki Czerwony Klasztor, zamki w Czorsztynie i Niedzicy, o tonach zjedzonych oscypków wprost z bacówki nie wspomnę (nawet miałam okazję troszkę pomóc w produkcji :D). Wcale nam się nie chciało wracać, ale cóż jak obowiązki wzywają. Ale na pewno w tym roku zrobimy jeszcze powtórkę z gór.

PS: tak popatrzyłam na te zdjęcia - wyglądają jak z przewodnika po Pieninach, ale to na prawdę ja je zrobiłam :D, no oprócz tego na którym jestem ja sama. Jednak dobry fotoaparat to połowa sukcesu.

Zaproszenie do Round Robin

KasiaS organizuje krzyzykowe Round Robin czyli zbiorcze wyszywanie tym razem słowniczka domów. Zgłosiłam się i przekazuję zaproszenie dalej...

http://krainakasi.blogspot.com/2010/07/szukam-chetnych-na-rr.html

Wiosenny kardigan na początek lata

Skończyłam moje zieloności, teraz tylko zostało mi dobrać odpowiednie guziki i możemy wyruszać w miasto.
Wzór: Wool Bam Boo Scallop Lace Cardi
Włoczka: Madame Tricote Lavita 1,75 motka
Druty: 4 mm

Na tym zdjęciu kardigan wygląda na trochę workowaty ale uwierzcie mi na "ludziu" fajnie się dopasowuje. Dziergam dalej tunikę Buttercupową i zaczęłam projekt wakacyjny.
Zamówiłam na e-dziewiarce włóczkę Araucania Ranco Multy - oj ile ja dookoła niej chodziłam żeby przełamać wrodzone skąpstwo, ale doszłam do wniosku że lepiej kupić porządną włóczkę i zrobić coś co będzie "noszalne" niż kupić kilo akryli które po pierwszym praniu ręcznym wołają o pomstę do nieba.Wybrałam kolor nr 344 - melanż fioletowo oliwkowy. I zapewniam - włóczka jest cudowna. Mięciutka, lekko sprężysta, normalnie sama się dzierga. Kolory żywe, piękniejsze niż na zdjęciu w sklepie. Śmiałam się ze swojego wyboru, bo przyszło mi na myśl że takie zestawienie kolorystyczne przypomina .... padlinę i to w stanie zaawansowanym. Ale niech tam - będę chodziła w pięknej "padlinianej" chuście, bo to właśnie ma być rzecz według mnie noszalna.

trochę zieleniny

Tak wygląda aktualnie mój kosz roboczy: to różowe to Buttercup z fuksjowej Sonaty. Mam plana takiego żeby przedłużyć to do postaci sukienki albo conajmniej tuniki. Ale to ma być strój letni więc sobie poczeka.
A tutaj ładnie widać kolor sweterka z Lavity i wzór ażurowy wykańczający dół.

Po przerwie

I znowu nie było mnie jakiś czas ale tym razem zupełnie nie z mojej winy. Jakiś #@!! wandal zniszczył skrzynkę z centralą Tepsy w naszej wsi i przez trzy tygodnie prawie byliśmy bez sieci. W sumie wyszło mi to na dobre bo grządki w ogródku nabrały realnego kształtu, przeczytałam zaległych dwóch "Wołoszańskich" a wiosennemu kardiganowi brakuje już tylko rękawów. Z Lavity robi się bardzo przyjemnie (pierwszy moher w mojej karierze), na część główną swetra poszło niewiele ponad 100 g, co zachwyca moją oszczędną duszę.
----------
Melancholijnie mi i smutno jak pewnie wielu z nas po katastrofie w Smoleńsku. Co prawda to nie był MÓJ prezydent ani moi reprezentanci w parlamencie ale to wszystko przypomina jak kruche jest życie, nie ważne czy jest się generałem czy szeregowcem. Jak nie warto czasem zabijać się o pieniądze, pracę, dobra materialne czy zaszczyty, jak nie warto nic planować. Jak ważne jest to co się ma tu i teraz, rodzina, bliscy, przyjaciele, uczucia. Bo w jednej chwili wszystko może się zmienić ...
---------
Obrzydzają mnie natomiast przepychanki słowne jakie pojawiły się na kilku blogach na temat : jaka jest jedynie słuszna forma przeżywania żałoby i dlaczego. Mamy wolny Internet i jeśli ktoś nie zamieszcza treści sprzecznych z przepisami to przecież ma prawo wyrazić swoje zdanie na ten temat w sposób przez siebie uznany za słuszny. Jednych to urazi a inni przyklasną, ale takie uprawnienie każdy ma. A okazywanie (lub nie) swoich uczuć i przemyśleń w takiej sytuacji, jaką teraz mamy jest sprawą zupełnie osobistą bo przecież każdy przeżywa (lub nie) żałobę inaczej, na swój sposób.
Niestety takie potyczki na blogach robótkowych zdarzają się coraz częściej. Ja wiem, to nie kółko wzajemnej adoracji tylko grupa żywych ludzi o najróżniejszych poglądach połączona wspólnymi pasjami, ale czasem forma krytyki osób, które prezentują mniejszościowy pogląd na jakiś temat normalnie mnie osłabia. Trochę tolerancji...

Czasu zero

Aż mi wstyd, miałam częściej tu zaglądać i prowadzić bloga jak należy a chyba na dobrych chęciach się skończyło. Po części usprawiedliwia mnie posiadanie małego rozbójnika, który nie pozwala na relaksacyjne siedzenie przy kompie. I na dodatek w końcu przyszła wiosna więc przyszedł też czas na ogródek i wiosenne porządki w tzw.obejściu - zmieniamy ogrodzenie, przestawiamy bramę więc totalna rewolucja.
Drutowo: skończyłam niebieskie warkoczowe wdzianko czyli Stockporta. I nawet jestem zadowolona - trafiłam w swój rozmiar, tylko mimo przerobienia dodatkowych rzędów wdzianko jest nadal krótkie ale to chyba taki model po prostu. Zdjęcia oczywiście w chwili wolnej.

Wszyscy robią wiosenne plany robótkowe i jak widzę królują kardigany, sweterki zapinane i ażurowe wykończenia. Mój wybór na wiosnę też się wpisuje w ten trend:


To Wool Bam Boo Scallop Lace Cardi
w mojej wersji będzie z zielonej Lavity (chyba, bo jeszcze próbki nie robiłam więc nie wiem czy będzie pasować a na przeliczanie chyba się nie porwę) czyli bardzo wiosennie.

Czerwona niespodzianka

Wczoraj dotarł do mnie prezent z wymiany u AgnieszkiMD w przepięknych czerwonych kolorach:
(po raz kolejny mam problem z właściwą pozycją zdjęcia w bloggerze i kompletnie nie wiem jak sobie z tym poradzić, za co przepraszam)

Przygotowała go dla mnie Martyna za co jej serdecznie dziękuję, zwłaszcza ta bransoletka z korali to spełnienie moich marzeń, bo ja koral uwielbiam i czerwień też. Co prowadzi do wniosku że muszę zrobić sobie czerwony sweterek z rękawami 3/4 żeby ją odpowiednio wyeksponować.

Ale na razie na drutach wisi kilka rozgrzebanych projektów, a cały czas obowiązuje mnie plan przerobienia zapasów włóczkowych. Idzie mi średnio, z zapasów na razie powstaje biedronkowy kardigan dla Bolka:



Z resztki Eliana Sally powstał mały upominek, który poleciał na wyżej już wspomnianą wymianę:
Taki sobie wisiołek w słonecznym kolorze.

No i ostatni największy projekt, przy którym jednak się złamałam i włóczkę kupiłam - o taką tu. I jestem zachwycona jej wydajnością - z jednego, niecałego motka jak na razie mam cały tył i oba małe rękawki. Świetnie sprawdza się w robocie, mięciutka, nie skrzypi.
Powstaje z niej wdzianko, jak na tej okładce:
Natknęłam się na nie na gazetowym forum robótki na drutach - nie odziedziczyłam co prawda po mojej mamie (która też dzierga) miłości do warkoczy ale postanowiłam zmierzyć się ze wzorem.
Na razie jest tyle: to znaczy cały tył. Kolor Charismy jest na zdjęciu mocno przekłamany - w rzeczywistości jest bardziej niebieska niż szara. Wzór jest łatwy, kształtowania dzianiny mało. Naprawdę sama przyjemność. Tym bardziej że razem z włóczką nabyłam druty KnitPro i odkryłam można powiedzieć Amerykę, , że mercedes to jednak nie to co maluch chociaż też samochód.